Pracownik czy pracowniczka? To, jak mówisz w pracy, ma znaczenie. I feminatywy są na to dowodem

Pracownik czy pracowniczka? To, jak mówisz w pracy, ma znaczenie. I feminatywy są na to dowodem fot. dore art / Shutterstock.com

Feminatywy po raz kolejny w ostatnich latach stały się gorącym tematem. Istnieją badania, które potwierdzają, że ich stosowanie może zachęcić kobiety do aplikowania na niektóre stanowiska. Wiemy też, że młodsze pokolenia chętniej używa języka genderowo wrażliwego. Jednak związek feminatywów z upodmiotowieniem kobiet jest bardzo zniuansowany i nie da się go zamknąć w prostym stwierdzeniu „język kreuje świat”.

W ostatnim czasie po raz kolejny odżył spór wokół feminatywów, czyli żeńskich form gramatycznych nazw zawodów. Tym razem stało się to za sprawą Katarzyny Nosowskiej, która w Tok FM pytana o sprawę stwierdziła:

Ja jestem tym trochę zmęczona. Mam wrażenie, że w wielu przypadkach my jako kobiety koncentrujemy się na – moim zdaniem – drobiazgach. Cała para, cała nasza siła i moc w pewnych okolicznościach jest pchana – biorąc pod uwagę wszystkie potrzeby kobiet i ich miejsce w świecie – w drobiazgi. Uważam, że każda kobieta powinna zbudować w sobie wartość, ale wiele kobiet jest dalekich od poczucia, że ją ma, dlatego próbują sobie nadawać wartość, co uważam, że jest błędem – sprawdzałam i to nie działa – poprzez zwroty, które pochodzą z zewnątrz. Chcę się poczuć dobrze w świecie, mieć szacunek od świata, więc proszę bardzo, tu są formy, którymi proszę się do mnie zwracać.

Pod koniec 2019 roku podobna awantura wybuchła po twitterowym wpisie Magdaleny Biejat. Ta stwierdziła, że będzie „gościnią” w jednym z programów TVP. Jeżeli cofniemy się jeszcze o kilka lat, to zbliżony spór rozgorzał po słowach Anny Muchy. Kobieta powiedziała o osobie, że jest „ministrą” sportu. Ale dyskusja o feminatywach nie jest domeną jedynie XXI wieku. Zanim powiemy kilka słów o historii, zobaczmy jakie są argumenty zwolenników (i zwolenniczek) i przeciwników (i przeciwniczek) stosowania żeńskich końcówek.

Feminatywy – stosować czy się spierać?

Głównymi argumentami za stosowaniem żeńskich nazw zawodów jest upodmiotowienie kobiet, przywrócenie ich obecności w języku. A język, którym się posługujemy – twierdzą zwolennicy i zwolenniczki żeńskich końcówek – kształtuje nasze myślenie, a przez to również kształtuje świat, w jakim żyjemy.

Przeciwnicy natomiast twierdzą, że jest to sztuczna ingerencja w język, oni natomiast stoją po stronie „językowej tradycji”. Uważają też, że niektóre nazwy mogą być mylące z powodu jednakowego brzmienia. Na przykład pilotka (kobieta sterująca samolotem) i pilotka (czapka). Inne z kolei są trudne do wymówienia, na przykład „chirurżka”, czy „architektka”. Dodatkowo, na co zwracają również uwagę niektóre kobiety (i o czym będzie jeszcze mowa), męskie końcówki dodają prestiżu pewnym stanowiskom. A płeć można jasno wskazać za pomocą dodania rzeczownika „pani” poprzedzającego formę męską, na przykład „pani profesor”.

Zacznijmy od przyjrzenia się argumentom przeciwników. Sporą część z nich na warsztat wzięła Rada Języka Polskiego w swoim stanowisku na temat feminatywów z listopada 2019 roku. Po pierwsze Rada zaznacza, że dyskusja na ten temat toczy się od ponad stu lat. Prof. Aldona Skudrzyk, językoznawczyni z Uniwersytetu Śląskiego, sięga jeszcze dalej i w jednym ze swoich artykułów zaznacza, że w słowniku szesnastowiecznej polszczyzny pojawiły się takie feminatywy: badaczka, kramarka, mistrzyni, łotryni, morderka.

RJP z kolei zwraca uwagę na kwestię tzw. homonimii, czyli jednakowego brzmienia wyrazów i kłopotów związanych z wymową niektórych słów. „Brzmienie nazw żeńskich i innych wyrazów, np. pilotka jako kobieta i jako czapka, nie jest bardziej kłopotliwe niż np. zbieżność brzmień rzeczowników pilot ‘osoba’ i pilot ‘urządzenie sterujące’. Trudne zbitki spółgłoskowe, np. w słowie chirurżka, nie muszą przeszkadzać tym, którzy wypowiadają bez oporu słowa zmarszczka czy bezwzględny (5 spółgłosek)” – czytamy w stanowisku.

Feminatywy w języku polskim – panie i panowie mówią: tak!

Zwolennicy i zwolenniczki feminatywów z kolei wskazują kłopot ze zrozumieniem przekazu, kiedy nie ma jasno wskazanej płci osoby wykonującej dany zawód. Wspomniana już prof. Aldona Skudrzyk cytuje felieton Stefanii Grodzieńskiej z Przekroju z 1960 roku (tak, również wtedy toczyła się debata na temat feminatywów): „Doktor kazała powtórzyć doktor, żeby doktor wstąpiła do doktor, to doktor już doktor powie, czego doktor od doktor potrzebuje – powiedziała instruktor, oddała klucze felczer, zostawiła polecenie dla monter i wyszła ze szpitala. Instruktor nie było lekko na sercu”. Tym samym cytatem posłużył się Maciej Makselon w swoim sławnym już wystąpieniu TEDxowym na temat feminatywów.
Jednak i w tym przypadku mamy – analogicznie – do czynienia z problemem pozornym. Ponieważ w (nie tylko) polskim języku rozumienie zdania jest silnie powiązane z kontekstem całej wypowiedzi. Jeżeli zazwyczaj wiemy, czy ktoś mówi o czapce pilotce, czy o kobiecie sterującej samolotem (albo o pilocie od telewizora, czy też o mężczyźnie sterującym samolotem), to powinniśmy zrozumieć, co znaczy, że „doktor kazała powtórzyć doktor”.

Feminatywy po polsku. Kiedyś przeszkadzały w emancypacji, dziś stanowią jej podwaliny

Wróćmy do stanowiska Rady Języka Polskiego. Czytamy w nim:

Sporu o nazwy żeńskie nie rozstrzygnie ani odwołanie się do tradycji (różnorodnej pod tym względem), ani do reguł systemu. (…) Prawo do stosowania nazw żeńskich należy zostawić mówiącym, pamiętając, że obok nagłaśnianych ostatnio w mediach wezwań do tworzenia feminatywów istnieje opór przed ich stosowaniem. Nie wszyscy będą mówić o kobiecie gościni czy profesorka, nawet jeśli ona sama wyartykułuje takie oczekiwanie.

Jednocześnie RJP proponuje również pewne zalecenie: „w polszczyźnie potrzebna jest większa, możliwie pełna symetria nazw osobowych męskich i żeńskich w zasobie słownictwa. Stosowanie feminatywów w wypowiedziach, na przykład przemienne powtarzanie rzeczowników żeńskich i męskich (Polki i Polacy) jest znakiem tego, że mówiący czują potrzebę zwiększenia widoczności kobiet w języku i tekstach. Nie ma jednak potrzeby używania konstrukcji typu Polki i Polacy, studenci i studentki w każdym tekście i zdaniu, ponieważ formy męskie mogą odnosić się do obu płci”.

Nie jest to jedyne stanowisko Rady Języka Polskiego na temat feminatywów w ostatnich latach. Podobne powstało w 2012 roku w kontekście sporu, jaki pojawił się w mediach za sprawą przytaczanej dyskusji po słowach Anny Muchy. Warto o tym wspomnieć, ponieważ to, wydane zaledwie siedem lat wcześniej, stanowisko było nieco inne w wymowie i zwraca uwagę na pewną płynność języka. I tą płynnością uzasadnia rzadkie występowania feminatywów: „Jeżeli przy większości nazw zawodów i tytułów nie są one dotąd powszechnie używane, to dlatego, że budzą negatywne reakcje większości osób mówiących po polsku. To, oczywiście, można zmienić, jeśli przekona się społeczeństwo, że formy żeńskie wspomnianych nazw są potrzebne, a ich używanie będzie świadczyć o równouprawnieniu kobiet w zakresie wykonywania zawodów i piastowania funkcji”.

Nie jest jednak do końca prawdą, że feminatywy zostały usunięte celowo z języka przez władze PRL, jak sugerują niektórzy komentatorzy. Na temat ich zniknięcia w XX wieku trwa naukowa debata. Cytowana już Aldona Skudrzyk zauważa, że w połowie wieku dwudziestego kobiety zaczęły rezygnować z tradycyjnego używania końcówek „-owa” i „-ówna” w kontekście nazwisk, co było wyrazem ich emancypacji.

Jeśli same kobiety traktowały w pierwszej połowie XX wieku pomijanie informacji o płci i stanie cywilnym w nazwisku jako przejaw językowego równouprawnienia, możliwe jest, że tak samo traktowane było pomijanie informacji o płci w nazwach zawodów, funkcji, zwłaszcza prestiżowych, typu: profesor, dziekan, minister, które były traktowane jako nazwy niemęskie, użyte generycznie, uniwersalnie pozbawione jakiegokolwiek związku z płcią

– stwierdza językoznawczyni.

Praca jest rodzaju żeńskiego, ale ma problem z wysokimi stanowiskami

I tu pojawia się argument, że brak feminatywów jest szczególnie zauważalny w przypadku profesjach o wysokim prestiżu i związanych z władzą. O ile nie mamy problemu z mówieniem „nauczycielka”, „sprzątaczka”, „przedszkolanka”, „niania”, tak nazwy zaczynają, przynajmniej niektórym z nas, chrzęścić w zębach, kiedy odnoszą się do wysokich stanowisk i pozycji zawodowych: „profesorka”, „premierka”, „prezydentka”, „chirurżka”. O ile więc – jak sugeruje Skudrzyk – w połowie XX wieku wymazywanie żeńskich końcówek przez same kobiety mogło mieć dla nich charakter emancypacyjny, tak teraz możemy mieć do czynienia z procesem odwrotnym.

Według sondażu SW Research z 2019 roku 61 proc. badanych uważało, że Polacy powinni używać form żeńskich tak często jak męskich. Zauważalnie częściej „zdecydowanie tak” dla feminatywów mówią najmłodsi badani niż starsi.

Czy wiesz, że…

język kształtuje naszą rzeczywistość?

Inną istotną kwestią jest związek formy z wyobrażeniem osoby wykonującej dany zawód. Ciekawe badanie w tym zakresie zlecił Bank BNP Paribas. Kiedy w badaniu poproszono dzieci o narysowanie postaci wykonującej daną pracę, to w przypadku maskulinatywów (np. naukowiec) jedynie 21 proc. dzieci rysowało kobietę. Kiedy jednak badacze poprosili o narysowanie „osoby, której pracą jest prowadzenie eksperymentów naukowych” odsetek narysowanych kobiet wzrósł do 37 proc.

Jak widać, dysproporcja i tak pozostała jednak się zmniejszyła. Skąd ona się bierze? Prawdopodobnie stąd, że wśród naukowców jest więcej mężczyzn; a przynajmniej tak było w ostatnich wielu dekadach. A dlaczego istotna jest płeć osoby, którą malują dzieci? Ponieważ istotna jest rola tak zwanych modeli – wyobrażalnych przykładów osób, do grona których dzieci mogą w przyszłości aspirować. Dziewczynce znacznie łatwiej będzie się utożsamić z badaczką niż badaczem. To z kolei w jakimś stopniu zwiększa prawdopodobieństwo wybrania ścieżki kariery w nauce przez dziewczynki.

To jeden z istotniejszych argumentów za tworzeniem feminatywów dla prestiżowych zawodów. A więc pokazywanie dziewczynkom modeli aspiracyjnych, które wskazują, że i one mogą być badaczkami, pilotkami, profesorkami i astronautkami.

W swoim artykule naukowym zwraca na to również uwagę prof. Jadwiga Linde-Usiekniewicz z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Istnieją badania psycholingwistyczne wskazujące na to, że odbiorcy i odbiorczynie często interpretują rzeczowniki męskie jako odnoszące się wyłącznie do mężczyzn, co wpływa na sposób postrzegania świata i myślenia o nim – np. dziewczynki sądzą, że nie mogą być „inżynierami” czy „lekarzami”

– pisze badaczka.

Praca a feminatywy. Jaki mają na nią wpływ?

Chelsea A. Harris, Natale Biencowe i Dana A. Telem w artykule „What’s in a pronoun? Why gender-fair language matters” przedstawiają argumenty za istotnością żeńskich form gramatycznych. Zauważają, że społeczeństwa bardziej genderowo nierówne statystycznie rzadziej stosują język wrażliwy na płeć. Badaczki twierdzą również, że kobiety zauważalnie rzadziej ubiegały się o pracę, jeżeli w ogłoszeniu pojawiły się jedynie męskie nazwy zawodów.

Wróćmy jeszcze do badania zleconego przez BNP Paribas. Otóż okazuje się, że wśród przebadanych dorosłych to wśród kobiet jest większy odsetek badanych zgadzających się z twierdzeniem „lepiej jest powiedzieć pani minister niż ministra, albo pani prezes niż prezeska”. Takiego zdania było 68 proc. kobiet i 65 proc. mężczyzn.

Więcej mężczyzn niż kobiet z kolei (60 proc. do 54 proc.) było zdania, że niektóre żeńskie końcówki w nazwach zawodów brzmią nienaturalnie i dziwnie.

Ciekawe jest również to, jak wygląda podział ze względu na wiek w kontekście poparcia dla feminatywów. Ze stwierdzeniem, że „żeńskie nazwy zawodów, to coś do czego musimy się przyzwyczaić” zgadza się 54 proc. osób badanych w wieku 18-35 lat. W innych grupach wiekowych odsetek jest o około 10 proc. niższy.

Odrębnym, ale bardzo ciekawym głosem w dyskusji na temat feminatywów jest artykuł naukowy dr Ignacego Nasalskiego z Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Badacz zajmuje się między innymi komparatystyką językową. Zwraca on uwagę na fakt, że język arabski cechuje niemal idealna symetria rodzajowa, a mimo tego sytuacja społeczna kobiet należy tam do najgorszych na świecie.

„Powszechne przekonanie głosi, że język nie tylko opisuje, lecz także stwarza rzeczywistość” – pisze Nasalski. „Nie negując całkowicie prawdziwości tego poglądu, tekst pokazuje jednak, że wpływ rodzaju gramatycznego i feminatywów na myślenie oraz na sytuację kobiet jest marginalny” – konkluduje badacz. Zauważa również, że w Polsce udział kobiet w życiu publicznym rośnie od lat 90-tych. Mimo, że burzliwe debaty na temat feminatywów, to domena ostatnich lat.

Feminatywy a sytuacja kobiet

Nie oznacza to, że są one nieważne. Oznacza to, że upodmiotowienie może dziać się bez udziału feminatywów. Ba, symetria rodzajowa w żaden sposób nie gwarantuje równości. W języku może istnieć reprezentacja kobiet i jednocześnie społeczeństwa takiego języka używające mogą być najbardziej patriarchalne i opresyjne wobec kobiet.

Być może kierunek zmian językowych jest odwrotny. To nie sam język bardzo silnie wpływa na rzeczywistość, tylko oddaje on układ sił w społeczeństwach. Kiedy więc kobiety zyskują coraz więcej podmiotowości, chętniej sięgają po kierownicze stanowiska i wchodzą do przestrzeni wcześniej kulturowo zarezerwowanych niemal wyłącznie dla mężczyzn. I tym samym domagają się podkreślenia swojej obecności. Również obecności w języku.

Biorąc pod uwagę to, jak i również fakt, że są dość szeroko popierane przez młode pokolenie, warto się po prostu do nich przyzwyczajać. Prawdopodobnie za kilka, kilkanaście lat chirurżka, politolożka, oraz prezydentka dla znacznej części społeczeństwa będą tak naturalne jak chirurg, politolog i prezydent. I na tyle obecne, że nikogo feminatywy nie będą śmieszyć, ani dziwić.

Autor

Dziennikarz piszący o ekonomii i gospodarce. Współtwórca podcastu i kanału na YouTube "Ekonomia i cała reszta". Współpracuje z WP Opinie, Pismem, Miesięcznikiem Znak, Krytyką Polityczną, NOIZZem, Dwutygodnikiem. Autor książek "O kobiecie pracującej" oraz "Zawód". Prowadzi nostalgiczno-podróżniczy projekt "Epicentra dziwności".

Banner zachęcający do adopcji psów ze Schroniska

Czytaj także

Komentarze

Subskrybuj
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Informacje zwrotne w tekście
Zobacz wszystkie komentarze